Diety, odchudzanie, porady specjalistów oraz pamiętniki odchudzania

DietyFitnessOdchudzanie

Najzwyklejsza mądrość ciała

Rozmawiała: Dorota Frontczak
2009-06-20, ostatnia aktualizacja 2009-06-20 00:16

Gofry to tylko pokusa oczu, ust i nosa, bo kojarzą się z dzieciństwem, z czasem, kiedy było beztrosko. Nasze ciało ich jednak nie potrzebuje - nie mają żadnych wartości odżywczych. Dlatego wystarczy wziąć tylko gryza - rozmowa z psycholog Justyną Domanowską-Kaczmarek i dietetyk Agatą Lewandowską


Fot. Wojciech Surdziel / AG
ZOBACZ TAKŻE
Dorota Frontczak: Jestem wciąż na diecie - jem pięć małych posiłków, jeden co trzy godziny i powoli chudnę. Wkrótce osiągnę wymarzoną wagę. I co potem?

Agata Lewandowska: Zwiększamy liczbę kalorii powoli i - co ważne - zachowując dotychczasowe proporcje. Jeśli jemy więcej produktów zbożowych, bo stęskniliśmy się za chlebem, adekwatnie musimy zwiększyć ilość nabiału - białego sera czy mięsa. Właściwie to sprowadzi się do tego, że zjemy jedną kanapkę i wypijemy jedną szklankę mleka więcej niż dotąd.

Organizm musi mieć czas, by przyzwyczaić się do nowej sytuacji - nazwijmy ją okresem utrzymywania nowej wagi. Jeśli ktoś schudnie trzy kilogramy, to nie potrwa ona długo. Jeśli 20-30 kg to musi potrwać kilka miesięcy.

Kolejne miesiące?!

A.L.: No tak. Gdy ktoś się często i niemądrze odchudza, raz je, raz nie je, to metabolizm albo zwalnia, albo przyspiesza i nie daje się go wyregulować. A jeżeli zaczyna jeść optymalnie - czyli po pierwsze, zdrowo, tak, żeby dostarczyć organizmowi wszystkich potrzebnych składników, po drugie, regularnie co trzy godziny - to wtedy organizm pracuje na najwyższym poziomie. Jest odtruty i każda komórka jest odżywiona. Mamy lepsze samopoczucie, więcej siły, ładniejsze włosy i cerę. A przede wszystkim jesteśmy zdrowi, mniej narażeni na choroby. A w konsekwencji chudniemy, bo organizm ufa nam, że dostarczymy mu jedzenia adekwatnie do potrzeb. Trzeba dać mu teraz czas, żeby zapamiętał to bezpieczeństwo.

Pewnie wiele osób, które się z nami odchudza, marzy o tym, że po diecie rzuci się na pizzę...

A.L.: No nie. Najwyżej niech się ze sobą dogadają, że raz na jakiś czas pozwolą sobie na jeden kawałek. Jeśli ktoś się mądrze odchudza, po prostu zaczyna dobrze jeść. I ma nagle przestać?

Justyna Domanowska-Kaczmarek: Pytając w ten sposób, stawia pani granicę. Ta sugestia, że coś się kończy, jest nieprawdziwa. Nie ma końca ani początku. Najwyżej jest kolejny etap - dalszy spacer po raz obranej drodze. Z tą różnicą, że jest trochę mniej pod górkę. Jednak to cały czas ta sama droga. Dobrze, by od początku odchudzania towarzyszyło nam przekonanie, że to są zmiany na zawsze.

Ten czas po diecie to okres eksperymentowania. Może pani wprowadzić jedną kanapkę na śniadanie więcej i patrzeć, czy coś się zmienia na wadze. Zmniejszy pani trochę wysiłek fizyczny i znowu sprawdza. Chodzi o to, by poznać swoje ciało i popróbować, gdzie jest to optimum. Nie ma uniwersalnych ilości ani rozwiązań.

Obawiam się, że weszłam w tę fazę przedwcześnie. Chudłam skokowo - dwa kilogramy i potem trzy tygodnie nic.

J.D.K.: Odchudzanie przebiega tak jak każdy inny rozwój - fazami. Kryzys, zmiana, proces przystosowania do zmiany i kolejny kryzys. To mądrość pani ciała i psychiki.

A.L.: Jak się organizmowi ukradnie kilogramy, to on po diecie chce je odzyskać. A jak sam odda wtedy, kiedy może, to jest szansa, że odda na zawsze. Na zdrowej diecie chudnie się średnio od pół do kilograma tygodniowo. Zwróćmy uwagę na słowo „średnio” - ono oznacza, że to może być z dnia na dzień kilogram i potem dwa tygodnie nic. Każdy organizm chudnie w innym tempie.

Mówimy oczywiście o zdrowej optymalnej diecie, ale ludzie najczęściej, mówiąc "dieta", myślą o jakiejś diecie cud.

A.L.: Po dwóch-trzech tygodniach katorgi oczywiście schudniemy, bo przede wszystkim stracimy wodę. Ale po takiej drakońskiej diecie będziemy musieli wrócić do tzw. normalnego jedzenia. I możemy spodziewać się szybko efektu jo-jo. On nie jest efektem słabej woli, ale odpowiedzią organizmu na deficyty, które pojawiają się przy złej diecie.

J.D.K.: W naszej mentalności całe bogactwo odżywania się sprowadza się do dwóch wymiarów - ile ja ważę i ile jedzenie ma kalorii. Bo myślimy o swoim ciele jako o słudze, który ma się podporządkować naszemu widzimisię. A to jest nasze „mieszkanie” i od tego, z jakiego „budulca” je zbudujemy, zależy długość i jakość naszego życia.

A.L.: W odchudzaniu równie ważny jest ruch. Pani dużo ćwiczy, a tkanka mięśniowa jest cięższa niż tłuszcz. I gdy w ten sposób się odchudzamy - efekt w kilogramach może nie być imponujący, ale za to widoczny w obwodach. Ćwiczenia też muszą zostać na całe życie.

Boję się, że mój organizm się przyzwyczai do siłowni trzy-cztery razy w tygodniu i jak mi się kiedyś odechce, od razu utyję.

A.L.: Gdy ktoś ćwiczy, zwiększa się ilość tkanki mięśniowej, a to sprawia, że więcej kalorii spala nawet w bezruchu. Ale ma pani sporo racji - jeśli pani nagle przestanie ćwiczyć, organizm będzie zdezorientowany. Dlatego, odchudzając się, nie ma co przesadzać i zrywem siedzieć po kilka godzin dziennie na siłowni. Należy ćwiczyć od trzech do pięciu razy przez godzinę, półtorej i utrzymywać tę częstotliwość już zawsze, urozmaicając swój ruch o różne dyscypliny odpowiednie dla konkretnej osoby.

Lekarze powtarzają - potrzebne jest minimum 30 minut wysiłku fizycznego dziennie. Albo co drugi dzień godzinę. Osoby, które odchudzają się, ćwicząc, poprawiają metabolizm i przeciwdziałają efektowi jo-jo.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Bezpłatna analiza

Sprawdź ile Ty schudniesz na diecie

Płeć
Masa ciała kg
Wzrost cm