Czy jeśli ktoś jest gruby, to automatycznie oznacza, że jest chory? - W zasadzie tak, mimo że w grupie osób z nadwagą jest 15-20 proc. osób określanych jako "otyłe, metabolicznie zdrowe", które mimo tuszy nie mają konsekwencji metabolicznych: podwyższonego stężenia cholesterolu, wysokiego ciśnienia, cukrzycy, wysokiego ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.
Uważa się, że zależy to od obecności tak zwanej otyłości brzusznej. Człowiek z prawidłowym BMI (patrz ramka), ogólnie szczupły, ale z obfitą tkanką tłuszczową wewnątrz brzucha, jest metabolicznie zagrożony - chorobami układu krążenia, cukrzycą. W odwrotnej sytuacji, jeśli człowiek jest otyły, ale nie ma nadmiaru tej tkanki, może być metabolicznie zdrowy.
Ale to inna tkanka niż ta, która gromadzi się pod skórą? - Ta odkłada się w otrzewnej, między pętlami jelit, na narządach. Nie znamy do końca jej negatywnego wpływu na zdrowie, ale wiadomo, że różni się ona na niekorzyść od tkanki tłuszczowej podskórnej, m.in. gorzej wpływa na wątrobę.
Nie wiadomo do końca, dlaczego u danej osoby tłuszcz odkłada się w tej formie czy innej. Na pewno jest to uwarunkowane genetycznie, zależy też od płci. Mężczyźni mają silniejszą tendencję do odkładania tkanki tłuszczowej wewnątrz brzucha. Mówi się nawet, że to
otyłość typu męskiego - "jabłko". Natomiast u kobiet częściej występuje otyłość typu "gruszka", bo częściej odkłada im się tłuszcz w biodrach. Ale u większości kobiet obwód brzucha, taki najprostszy wskaźnik otyłości brzusznej, przekracza granicę normy (patrz ramka).
Ale czy człowiek, nawet wyraźnie gruby, który tej tkanki wewnątrz brzucha nie ma, może być zdrowy? - Pojęcie "zdrowy grubas" w ogóle nie istnieje. Wyniki badań i ciśnienie może mieć dobre, ale to tylko część prawdy. Nadmierna waga obciąża stawy i kręgosłup. Powoduje też problemy dermatologiczne, np. pod obfitym biustem czy w fałdach skóry. Są też dolegliwości poważniejsze:
nowotwory związane z otyłością - na przykład sutka i macicy. Badania wskazują, że także w innych typach nowotworów śmiertelność jest wyższa wśród otyłych. Człowiek otyły, szczególnie jeśli jest młody, może czuć się zdrowy, ale to się zmienia w czasie. Z wiekiem konsekwencje otyłości się pojawią.
Czy to, że tyjemy, to skutek wzrostu wielkości komórek tłuszczowych, czy ich liczby? - Jedno i drugie. Im większe są komórki tłuszczowe, tym gorzej, jednak mają one ograniczoną pojemność. Dlatego ważna jest także ich liczba. Największy potencjał do tworzenia nowych komórek tłuszczowych mamy w młodości. Dlatego największym problemem jest otyłość już u
dzieci. U nich komórki mogą się stosunkowo łatwo mnożyć. I jeśli powstanie ich dużo, to w wieku starszym nasz organizm ma większe "pole do popisu" - może dojść do znacznie poważniejszej otyłości.
Jak w Polsce w porównaniu z Europą wygląda skala problemu? - W badaniu NATPOL Plus wykazano, że co drugi dorosły Polak (48 proc. kobiet i 58 proc. mężczyzn) ma nadwagę albo jest otyły. I problem ten się pogłębia. Na pewno gorzej jest w Stanach Zjednoczonych, ale nie ma chyba kraju, w którym udałoby się powstrzymać wzrost otyłości. Kiedy zaczynałem
pracę, to np. w Indiach i Chinach na otyłość cierpiał ułamek procent ludności. Teraz tam i w Afryce rozwija się ona lawinowo.
Jak medycyna radzi sobie z leczeniem otyłości? - Ważniejsze jest zapobieganie - u dzieci i u dorosłych. O to powinni dbać już pediatrzy i lekarze szkolni, gdyby byli. Kiedy byłem dzieckiem, to po szkole oglądaliśmy telewizję raz w tygodniu. Zazwyczaj graliśmy w piłkę. A teraz dzieci idą do telewizora, komputera. Od dzieciństwa siedzimy, zmierzamy więc w stronę otyłości.
Gdy już pojawia się problem, pozostaje leczenie. Najpierw dieta i wysiłek fizyczny, którego efekty zależą przede wszystkim od motywacji. Niestety, skuteczność takiego leczenia, nawet jeśli widoczna na krótką metę, po roku, dwóch, jest bliska zera.
Bo z jednej strony organizm przystosowuje się do zmienionych warunków, z drugiej - motywacja maleje i wracamy do starych nawyków. Niezwykle trudno jest się zmienić, pomóc na pewno może wsparcie psychologa.
Leczenie farmakologiczne też nie jest proste. Najczęściej stosuje się leki hamujące łaknienie. Nie ma ich zbyt wielu, a w naszym kraju nie są one refundowane. W Polsce dostępne są właściwie tylko sibutramina i orlistat. Trzeci - rimonabant - został wycofany w ubiegłym roku.
Skąd ta nieskuteczność? Przecież o fizjologii człowieka wiemy coraz więcej. - Zaspokajanie głodu jest jednym z najsilniejszych instynktów, kluczowych dla przetrwania osobnika i gatunku. W związku z tym musi być obwarowany największymi biologicznymi zabezpieczeniami, w razie gdyby coś wysiadło. Już wiemy, że liczba szlaków metabolicznych i związków stymulujących apetyt jest bardzo duża. Jeśli się zahamuje jeden z nich, organizm łatwo go obejdzie. To widać w różnych terapiach otyłości. Rozpoczynamy badanie, podajemy lek i na początku, przez pierwsze miesiące, jest szybki spadek wagi. A potem stabilizacja. Waga nie rośnie, ale też nie spada.
Procesy zaspokajania głodu są zakorzenione w najgłębszych strukturach mózgu. Ingerencja w nie może powodować złe skutki uboczne - opisywane są depresje, a nawet samobójstwa po leku na otyłość. Nie są częste, ale jednak. Takie leki oczywiście wycofuje się z rynku.
To jaka jest skuteczna metoda? - Chirurgiczne zmniejszenie objętości żołądka to tak naprawdę najskuteczniejsza metoda znana medycynie. Ale też nie w stu procentach, nie u wszystkich i nie na zawsze. W porównaniu z innymi metodami przynosi spektakularne sukcesy - kilkadziesiąt kilogramów spadku wagi niezwykle trudno jest uzyskać w inny sposób. Tylko nie każdego otyłego można leczyć chirurgicznie. Jest przecież ryzyko operacyjne, możliwość powikłań Uważa się w tej chwili, że do zabiegów powinni być kierowani chorzy z otyłością olbrzymią, z BMI powyżej 40. To się oczywiście będzie zmieniać, bo dlaczego operować pacjenta z BMI 40, ale kardiometabolicznie zdrowego, a nie kogoś, kto ma BMI 34, czy nawet 28, ale bardzo wysokie ryzyko sercowo-naczyniowe?
Czy otyłość jest odwracalna na każdym etapie rozwoju choroby? - Im ktoś ma mniejszą nadwagę, tym łatwiej opanować mu dalsze tycie. Łatwiej zatrzymać się na etapie BMI 30, niż odchudzić się z 40 do 30. Ale gdyby odizolować człowieka i dać mu kromkę chleba dziennie i wodę, to schudnie - nie ma siły! Również doświadczenia chirurgiczne wykazują, że większość ludzi, jeśli się im żołądek jakoś "przytka", traci na wadze. Wszystkie opowieści, że "nic nie jem i tyję", to bajki. Owszem, jeżeli ktoś ma wolną przemianę materii, to może stosunkowo mało jeść i tyć. Jeśli chce schudnąć, potrzebuje terapii wymagającej więcej wysiłku fizycznego i jeszcze bardziej rygorystycznej diety.
Czy jest w Polsce jakiś narodowy program walki z otyłością? - Niedawno został przyjęty przygotowany przez Instytut Żywności i Żywienia "Narodowy program zapobiegania nadwadze i otyłości oraz przewlekłym chorobom niezakaźnym poprzez poprawę żywienia i aktywności fizycznej na lata 2007-2011". W ciągu pięciu lat przewidziane jest na ten cel 12 milionów złotych. Poza tym NFZ finansuje poradnie chorób metabolicznych. Jednak walka z otyłością tylko poprzez porady to tyle, co nic. Efektywna profilaktyka społeczna otyłości wymaga olbrzymich nakładów. Na razie takich pieniędzy po prostu nie mamy. Dlatego też ważna jest każda inicjatywa medialna, która trafia do szerokich rzesz społeczeństwa.
BMI (Body Mass Index) - to inaczej wskaźnik masy ciała. Mówi nam o tym, czy nasza waga jest w normie, czy nie. Liczy się go wg wzoru: BMI = waga w kg/wzrost w metrach do kwadratu. Otrzymany wskaźnik porównujemy z tabelą:
| 15,1 - 17,4 | wychudzenie (spowodowane zwykle przez ciężką chorobę lub anoreksję) |
| 17,5 - 18,5 | niedowaga |
| 18,5 - 24,9 | waga prawidłową |
| 25,0 - 29,9 | nadwaga |
| 30,0 - 34,9 | I stopień otyłości |
| 35,0 - 39,9 | II stopień otyłości |
| > 40,0 | III stopień otyłości |
BMI nie jest odpowiednim wskaźnikiem w przypadku kobiet ciężarnych, sportowców o rozbudowanej tkance mięśniowej, rosnących dzieci, osób w podeszłym wieku
Obwód pasa to inny wskaźnik medyczny, który odpowiada na pytanie, czy jesteśmy w grupie ryzyka chorób metabolicznych (
cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie itd.). Kobiety, które w talii mają powyżej 88 cm, i mężczyźni z obwodem powyżej 102 cm są czterokrotnie bardziej narażeni na cukrzycę niż osoby szczupłe. Powinni zatem schudnąć.